Czarnobyl

Photo

Przez cały 26 kwietnia do elektrowni zjeżdżają grupy ochotników i strażaków, zupełnie nieświadomych skali tragedii. Likwidatorzy bez żadnej żenady spychają łopatami resztki promieniotwórczego paliwa z powrotem do reaktora. Poziom promieniowania tysiąckrotnie przewyższa normę. Tymczasem wyrzucone w chmury pyły wędrują z wiatrem na cztery strony świata. Ten sam wiatr tuż po eksplozji cudownie uratował miasto Prypeć przed bezpośrednim uderzeniem. Jednak nikt o niczym nie wiedział. Następnego ranka jego mieszkańcy dostali rozkaz bezwzględnej ewakuacji bez podania przyczyn. Wiedziano jedynie, że coś złego stało się w elektrowni. Wieczorem w mieście nie było żywej duszy. Radzieckie media milczały, jak zaklęte...

Szwecja: 27 kwietnia alarm podnosi szwedzka elektrownia Forsmark. Według tamtejszych techników, wzrost promieniowania musiał być spowodowany jakąś awarią w Związku Radzieckim. Wiadomość szeroko rozchodzi się po zachodniej stronie Żelaznej Kurtyny.

Polska: Nad Polską radioaktywna chmura przeszła w nocy z 27 na 28 kwietnia. Rankiem zarejestrowano o pół miliona większą aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu. Alarm został ogłoszony o godzinie 10.00. Pracownicy byli skazani wyłącznie na własne domysły. Początkowo przypuszczano, że gdzieś w pobliżu wybuchła bomba atomowa, lecz dopiero około godz. 18.00 dowiedziano się, że chodzi o Czarnobyl. A skąd? Oczywiście, że nie z ZSRR, tylko z notabene nielegalnego nasłuchu brytyjskiego radia BBC.

ZSRR: Rząd radziecki milczał przez bite cztery dni. Wojsko nie wiedziało, po co jedzie na Ukrainę. Ludzie rozpaczliwie próbowali złapać w eterze jakąś zagraniczną stację, aby zorientować się w sytuacji. 30 kwietnia stało się jasne, że tragedii nie da się utrzymać w tajemnicy. Wydano wobec tego pierwszy oficjalny komunikat: "Awaria nastąpiła w jednym z pomieszczeń czwartego bloku energetycznego i spowodowała zniszczenie części konstrukcji reaktora, jego uszkodzenie i pewnie wyciek substancji radioaktywnych". Oczywiście lud pracujący przygotowywano cały czas do święta pracy - przecież ono było w tym momencie najważniejsze.

Rażąca niekompetencja i ciemnota władz radzieckich, które zinterpretowały katastrofę jako polityczną porażkę ideologii socjalistycznej i najzwyczajniej w świecie zakazały informowania o niej, budzi dziś poważne kontrowersje. Było to o tyle niedorzeczne, że praktycznie każdy sąsiedni kraj, nad którym przeszła radioaktywna chmura, mógł z łatwością wykryć i zlokalizować źródło skażenia. Lokalna ludność przeżywała osobistą tragedię. Zrozpaczone rodziny pracowników nocnej zmiany nie miały informacji o stanie bliskich, a setki tysięcy mieszkańców regionu dowiedziały się, że muszą w ciągu kilku godzin wynieść się stąd bez uzasadnienia przyczyny. Promieniowanie na taką odległość nie było już w stanie zabić. Rany psychiczne powstałe podczas chaosu okazały się bardziej bolesne od choroby popromiennej. Wszystko przez zacofanie rządzących, w imię politycznej poprawności. Nawet po decyzji o formalnym ujawnieniu katastrofy, sytuację próbowano wybielać, mówiąc, że możliwy jest wyciek paliwa. Tymczasem wystarczyło spojrzeć na rozwaloną elektrownię z helikoptera, by czarno na białym zobaczyć płonące na wolnym powietrzu paliwo nuklearne...

Do góry

Uwaga: To jest jedynie część artykułu. Komentarze dotyczą całości tekstu.

Skomentuj
 
* Pole opcjonalne