Nauczanie

Karola Wojtyłę interesował przede wszystkim człowiek, a nie „obrona wiary ojców” czy też działanie „w interesie Szacownej Instytucji”. Nawet Urząd Piotrowy niczego w tej perspektywie nie zmienił: ten papież nie tyle bronił Kościoła przed wszelkimi rzeczywistymi czy też wyimaginowanymi wrogami, co sam wdzierał się brawurowo, niczym Boży husarz, na teren przeciwnika, aby wyrywać posępnym krainom mroku i śmierci kolejnych ludzi, grupy społeczne i narody, na podobieństwo Chrystusa zstępującego do otchłani.

Jan Paweł II przemawiał mniej treścią ogłaszanych encyklik, chociaż były one bardzo ważne, a bardziej swoją osobą, bezpośrednim kontaktem, słowem kierowanym do ludzi - przede wszystkim podczas ponad setki zagranicznych podróży i z górą tysiąca rzymskich audiencji generalnych.

Papież dopowiadał i rozwijał soborową naukę o tym, że wiara "martwa jest bez uczynków", że ostatecznym testem wierności Chrystusowi jest stosunek do człowieka, a szczególnie do człowieka słabego, opuszczonego, zepchniętego na margines. Kościół za jego pontyfikatu starał się być blisko takich ludzi. Jeśli przyjąć, że takich ludzi jest więcej w reżimach totalitarnych i autorytarnych, w krajach dotkniętych przez materialną nędzę niż w krajach demokratycznych i dostatnich, stanie się zrozumiałe, że Jan Paweł II najczęściej bronił człowieka w krajach rządzonych przez komunistów w Europie bądź przez dyktatorów w Ameryce Łacińskiej albo w krajach Czarnej Afryki. Stąd jego nieustające apele o pomoc dla potrzebujących: ofiar kataklizmów, zorganizowanej przemocy, głodu i wojny.

Do góry

Uwaga: To jest jedynie część artykułu. Komentarze dotyczą całości tekstu.

Skomentuj
 
* Pole opcjonalne