Olga Wiatkina
W 1979 roku w Swierdłowsku tajny zakład produkcji broni biologicznej przypadkowo wypuścił do atmosfery zarodniki wąglika. 80-letnia wtedy Olga Wiatkina pochowała tamtej wiosny swego jedynego syna, Aleksandra. Miał zapaść na ulicy, kilka przecznic od zakładu.
Na akcie zgonu napisali "Posocznica". Potem usłyszeliśmy plotki, że to wąglik. Strasznie baliśmy się z mężem. Noc przed swoją śmiercią nasz syn spędził w domu. Do dziś nikt nam nie powiedział, że to wąglik go zabił. Dali nam 40 rubli, za które kupiłam sukienkę na pogrzeb.




Andrzej Miszk
Relacje